top of page
  • LinkedIn
  • TikTok
  • Instagram
  • Facebook
Szukaj

Biegli, ale w złym kierunku

  • Zdjęcie autora: Beniamin Kołodziej
    Beniamin Kołodziej
  • 6 sty
  • 7 minut(y) czytania

Pan tu nie stał.

 

Utarło się powiedzenie, że Polska jest krajem z kartonu. Osobiście głęboko nie zgadzam się z takim stwierdzeniem, gdyż jest ono na wyrost. Polska jest raczej krajem kolejek do tego kartonu. Co więcej – z własną tradycją kolejkową, z osobami, które trudniły się „trzymaniem” miejsca w kolejce – tzw. kolejkowicze za czasów PRL.

W przestrzeni medialnej – i to nie bez podstaw – pojawiają się określenia o zatorach w sądach, o tym, że postępowania sądowe trwają zbyt długo, a więc tworzą się kolejki do rozpoznania spraw.

Drugim obszarem, w którym kolejki są długoletnią i kultywowaną tradycją jest system ochrony zdrowia, a więc kolejki do lekarza. Można wręcz stwierdzić, iż konieczność długiego oczekiwania na wizytę u specjalisty stanowi element kultury masowej i jest takim samym dziedzictwem jak literatura, czy muzyka. 

Prawdziwym wierzchołkiem kolejkowej piramidy i jej kumulacją jest jednak kolejka do biegłego lekarza w postępowaniu sądowym.

Nie na wszystko jednak trzeba tak długo czekać – przepisy prawa potrafią być tworzone w przeciągu kilku godzin, a nasi pracowici przedstawiciele Narodu są w stanie uchwalić ustawę nawet w środku nocy. Oczywiście nie ma żadnego powodu, by martwić się poziomem merytorycznym pracy – zwłaszcza wykonywanej o tak romantycznej porze jak północ.

I oto w tej atmosferze, gdzie z jednej strony kontemplujemy świat czekając w kolejce, a z drugiej strony uchwalając prawo w tempie biegu przez płotki, Ministerstwo Sprawiedliwości postanowiło rozwiązać problem biegłych. I to w typowym dla rozwiązań centralnych stylu.

 

Problem istnieje i jest poważny.

 

Pomimo ironicznego tonu na wstępie, problem z biegłymi sądowymi jest bardzo poważny. Czas rozpoznawania sprawy cywilnej w polskich realiach powoli rozciąga się z miesięcy na lata. Jednak prawdziwe wyzwanie dla cierpliwości stanowi postępowanie sądowe, w którym konieczne jest przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych – zwłaszcza z zakresu rzadkich specjalizacji. Dotyczy to głównie biegłych lekarzy. Szczególne znaczenie ma to w przypadku postępowań dotyczących błędów medycznych, w których nie sposób pominąć opinii biegłego lekarza, czy też postępowań dotyczących sporów finansowania świadczeń zdrowotnych z NFZ, gdzie również elementem niezbędnym jest biegły z zakresu rozliczeń świadczeń NFZ.

Terminy na wizytę do endokrynologa, nefrologa, czy też innego lekarza specjalisty są na tyle odległe, że stają się przedmiotem powszechnych żartów. Czas oczekiwanie na opinię biegłego z zakresu chociażby psychiatrii wynosi również kilka miesięcy.

To wszystko przekłada się na czas trwania postępowania sądowego, które i bez tego jest zbyt rozciągnięte.

Inną kwestią, która jest równie istotna co czas uzyskania opinii biegłego, jest jej wartość merytoryczna. Niejednokrotnie zdarza się, że uzyskana opinia jest na tyle wadliwie skonstruowana, czy też zawiera tak rażące błędy merytoryczne, że w zasadzie nie nadaje się ona do wykorzystania w procesie. Skutkuje to powrotem do miejsca początkowego – poszukiwania nowego biegłego, oczekiwaniem na jego opinię.

 

Nowe przepisy jak witamina C – lekiem na wszystko

 

Ministerstwo Sprawiedliwości szumnie ogłosiło reformę instytucji biegłego sądowego. Istotą zmian ma być wprowadzenie nowej ustawy, która regulować będzie w sposób kompleksowy powoływanie biegłych sądowych i sposób wydawania przez nich opinii.

Skąd chęć zmian? Z informacji, które znajdują się na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że obowiązujące przepisy dotyczące biegłych sądowych nie spełniają swojego zadania. Jako przyczyny wskazano brak rozwiązań systemowych, które kompleksowo regulowałyby funkcjonowanie biegłych sądowych, brak uporządkowania, bowiem często te same przepisy występują w wielu aktach prawnych różnej rangi.

Efektem tych głębokich refleksji było powołanie 17 kwietnia 2024 r. Zespołu Roboczego ds. opracowania założeń projektu ustawy o biegłych sądowych, który miał nawiązać współpracę z Komisjami Kodyfikacyjnymi ds. Prawa Karnego i Cywilnego. Dlaczego organ administracji publicznej pominął konieczność współpracy również z Komisją Kodyfikacyjną ds. Prawa Administracyjne, pozostaje tajemnicą.

Zespół Roboczy dokonał diagnozy stanu instytucji biegłego w polskim porządku prawnym i doszedł do następujących wniosków:

  • opinie wydawane przez biegłych odznaczają się często niskim poziomem;

  • biegli często mają niewystarczające przygotowanie merytoryczne oraz nie znają prawa związanego z opiniowaniem;

  • brak jest mechanizmów kontroli kwalifikacji i doświadczenia kandydatów na biegłych sądowych;

  • systematycznie maleje liczba biegłych sądowych.

Następnym, niezmiernie ciekawym elementem pracy Zespołu Roboczego było określenie podstawowych celów, jakim przyświecać ma nowa regulacja prawna. Wśród nich znalazły się następujące kamienie milowe:

  • podniesienie poziomu opiniowania;

  • przyspieszenie postępowań z udziałem biegłych;

  • zwiększenie liczby biegłych sądowych i pogłębienie zaufania do nich;

  • podniesienie prestiżu funkcji biegłego sądowego.

Ministerstwo Sprawiedliwości chce osiągnąć powyższe poprzez działania kilkukierunkowe. Po pierwsze, podniesienie stawek wynagrodzenia biegłych. Po drugie powołanie zewnętrznego, niezależnego podmiotu prowadzącego procedurę certyfikacji biegłych. Dodatkowym pomysłem jest wprowadzenie centralnych list biegłych, które mają zastąpić listy prowadzone przez sądy okręgowe.

 

Pieniądze są ważne.

 

Kwestia wynagrodzeń biegłych, zwłaszcza biegłych lekarzy stanowi bardzo poważny problem. Wysokość wynagrodzenia należnego za sporządzenie opinii wynika z liczby godzin, którą biegły poświęcił na opracowanie zagadnienia procesowego. Stawkę za godzinę pracy ustala się na podstawie rozporządzenia i aktualnie. W przypadku biegłego posiadającego wykształcenie wyższe magisterskie, stawka za godzinę jego pracy wynosi ok. 30 zł.

W tym miejscu należy zadać sobie pytanie ile w warunkach rynkowych kosztuje półgodzinna konsultacja lekarska. Najczęściej są to kwoty w przedziale od 150 do 300 zł. Nie powinien więc dziwić fakt tendencji malejącej liczby biegłych, którzy zainteresowani są opiniowaniem. Szoku nie powinno wywoływać niski poziom wydawanych opinii.

W praktyce więc dochodzi do pewnych absurdów. Przykładowo – lekarz ortopeda, który opiniować ma prostą sprawę cywilną złamania kości ramiennej, w karcie pracy wpisuje, że sporządzenie opinii zajęło mu 40 godzin. Stanowi to cały tydzień pełnoetatowej pracy, w czasie której lekarz ten miał nie zajmować się niczym innym niż sporządzaniem 10-stronnicowej opinii sądowej. Nie trzeba być lekarzem, by wiedzieć, że te wartości są nierealne. Ale sądy je często akceptują, bo wiedzą, że stawki wynagrodzeń biegłych są nierynkowe – i to delikatnie mówiąc.

Pomysł więc Ministerstwa Sprawiedliwości zmierzający do podniesienia stawek wynagrodzeń biegłych dwukrotnie należy ocenić pozytywnie i bez żadnej ironii, pochwalić za właściwy kierunek obranych zmian.

 

Ale nie wpadajmy w samozachwyt.

 

W zasadzie na kwestii wynagrodzeń powinniśmy zawiesić nasze okrzyki zachwytu i oklaski. Pozostały zakres planowanej reformy budzi bowiem poważne wątpliwości.

 

Biegli na listę.

 

Jednym z pomysłów Ministerstwa Sprawiedliwości jest zastąpienie list biegłych prowadzonych przez sąd okręgowy, jedną listą centralną. W założeniach ma to ułatwić poszukiwanie biegłych określonych specjalizacji. Wiąże się z tym jednak duże ryzyko dla obywatela.

Nie możemy bowiem doprowadzić do próby przyspieszania procesów sądowych kosztem ich uczestników. Centralna lista rzeczywiście bardzo ułatwi poszukiwanie biegłych lekarzy, których i tak jest mało. Jednak co za tym idzie? Strona procesu może zostać zobowiązana do udania się na badanie przez biegłego lekarza, który gabinet ma na drugim końcu kraju. Nie bez powodu listy biegłych aktualnie prowadzone są przez sądy okręgowe, bowiem w założeniu, opinię wydawać powinna osoba, która mieszka bądź ma siedzibę blisko sądu, który rozpoznaje sprawę. Wynika to chociażby z faktu, że w przypadku konieczności przeprowadzenia uzupełniającej ustnej opinii, biegły nie musi pokonywać setek kilometrów, by udać się na rozprawę. A wiąże się to wszak z czasem, którego lekarze, którzy zdecydowali się pełnić rolę biegłego i tak mają mało. Zakres obowiązków, liczba przepracowanych w miesiącu godzin biegłego lekarza, sprawia, że konieczność poświęcenia kolejnej godziny (bądź nawet kilku) na dojazd do i z sądu w związku z pełnioną rolą biegłego, skutkować będzie coraz poważniejszym rozważaniem rezygnacji z tej funkcji. Lekarzom nie brakuje pracy, to nie ulega wątpliwości. Brakuje im za to czasu – i należy to uwzględniać, jeżeli chcemy wprowadzać sensowne zmiany dotyczące osób wykonujących zawody medyczne.

 

Sprawdziany, kartkówki, certyfikaty.

 

Biegłym jest osoba, która posiada wiedzę specjalistyczną. Lekarz specjalista z zakresu kardiologii, raczej zna się na chorobach serca i jest w stanie wydać merytorycznie poprawną opinię w tym zakresie.

Proponowane zmiany, wprowadzają jednak obowiązek weryfikacji wiedzy biegłego przed wpisem na listę. W praktyce więc dojdzie do konieczności udowadniania przez biegłego lekarza specjalistę, że zna się na swojej specjalizacji. Wszak bowiem zdany Państwowy Egzamin Specjalistyczny jest niewystarczający.

W tym zakresie powstają pytania: co z prestiżem zawodu biegłego, o którym tak mocno mówi Ministerstwo Sprawiedliwości? Czy jako element prestiżu i pogłębiania zaufania do osoby biegłego należy traktować konieczność udowadniania przez niego, że posiada jakiekolwiek kompetencje w zakresie swojego zawodu?

Po drugie należy wskazać, że wyznaczenie kolejnego obowiązku „zawodowego” osobie, która jednocześnie jest lekarzem i biegłym, w postaci konieczności zweryfikowania przed specjalną komisją kompetencji, spowoduje jeszcze większą falę rezygnacji z funkcji biegłego. Zostanie więc osiągnięty skutek wręcz przeciwny. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Ministerstwo Sprawiedliwości wiecznie dobra pragnąc, wiecznie zło czyni.

 

Złoty dyplom jako odznaka prestiżu.

 

Czy więc jedynym sposobem podniesienie prestiżu zawodu biegłego, a co za tym ma iść – zwiększenie liczby biegłych – ma być uzyskanie certyfikatu? Oczywiście w formie dyplomu stwierdzającego, że lekarz specjalista rzeczywiście jest specjalistą, by nikt nie miał wątpliwości czy on tym specjalistą jest czy też nie. Najlepiej oprawionym w złotą ramkę. To, co miało być krokiem w stronę podniesienia jakości opiniowania, może w praktyce okazać się przeszkodą nie do pokonania – i to nie dla biegłych z przypadku, lecz właśnie dla tych najbardziej kompetentnych, którzy znużeni formalizmem i zbędną biurokracją po prostu zrezygnują.

Konsekwencją takich działań będzie konieczność ustawicznego powoływania biegłych ad hoc, co do których nie będziemy stosować wymogów uzyskania certyfikatu i weryfikacji wiedzy. W praktyce więc wprowadzone przepisy staną się całkowicie martwe, bądź na tyle marginalne, że wręcz pomijalne.

 

Weryfikacja jest potrzebna.

 

Ale weryfikacja nie może być ani fasadowa, ani upokarzająca. Nie może też być formą rytualnej inicjacji przed wejściem do królestwa prestiżu, które samo nie wie, jak ma wyglądać. Prawdziwe wzmocnienie instytucji biegłego lekarza wymaga czegoś znacznie więcej niż certyfikatów, list i regulaminów. Wymaga odważnego powrotu do podstaw: zaufania, profesjonalizmu i realnej wyceny pracy intelektualnej.

Jeśli biegli lekarze mają stanowić filar wymiaru sprawiedliwości, nie mogą być traktowani jak osoby do okazjonalnego użytku – wzywane tylko wtedy, gdy sąd nie wie, co zrobić, ale też nie chce za to za dużo zapłacić. Musimy przestać tworzyć system, który jedną ręką buduje prestiż, a drugą wypycha fachowców za burtę.

Jednak problem niskiego poziomu merytorycznego niektórych opinii pozostaje. Co więcej – nie jest to problem, na który można przymknąć oko, bowiem niejednokrotnie od tego, jaką opinię wyda biegły zależy wynik całego postępowania sądowego. Jak więc „zaleczyć” tę sytuację? Odwrotnie niż proponuje to Ministerstwo Sprawiedliwości – weryfikacją negatywną. Każda opinia biegłego podlega weryfikacji zarówno przez sąd, prokuratora, jak i strony. Często zdarza się tak, że koniecznym jest powołanie drugiego biegłego, który całkowicie zaprzeczy opinii pierwszego biegłego. W sytuacji, gdy takie zdarzenia pojawiają się notorycznie, to znaczy ciągle są zarzuty co do pracy danego biegłego – i to zarzuty uzasadnione – sąd powinien mieć możliwość weryfikacji, czy taki biegły posiada w ogóle kompetencje niezbędne do wydawania opinii w postępowaniu sądowym. W takim przypadku możliwe jest funkcjonowanie jakiegoś centralnego organu merytorycznego, który taką negatywną weryfikację mógłby przeprowadzić i skreślić danego lekarza z listy biegłych sądowych.

Dodatkowo należy wskazać na już funkcjonujące przepisy – wykonywanie przez biegłego lekarza opinii w sposób wadliwy może stać się podstawą odpowiedzialności zawodowej przez sądem lekarskim. Jest to również mechanizm, który warto stosować, aby dbać o poziom merytoryczny wydawanych opinii.

Reformowanie instytucji biegłych przypomina nieco próbę nauczenia kota aportowania: można próbować w nieskończoność, tylko trzeba się zastanowić, czy to w ogóle jest zgodne z naturą rzeczy. Jeśli chcemy, by biegły był naprawdę pomocny, traktujmy go jak specjalistę, a nie jak urzędnika z pieczątką. Jeśli oczekujemy jakości, płaćmy jak za jakość. Jeśli chcemy reformy – niech będzie to reforma, a nie pokaz decyzyjnej zręczności.

W przeciwnym razie – znów ustawimy się w kolejce. Tylko tym razem – po opinię, której nikt nie chce napisać i nikt nie chce przeczytać. Ale za to będzie certyfikat. W złotej ramce.

 
 
 

Komentarze


bottom of page