top of page
  • LinkedIn
  • TikTok
  • Instagram
  • Facebook
Szukaj

Smycz, kaganiec czy tresura? Czego naprawdę wymaga prawo od właściciela psa?

Zdjęcie autora: Beniamin Kołodziej
Beniamin Kołodziej
21 wrz
7 minut(y) czytania

Sobotnie popołudnie. Park. Kilku biegaczy, rodzice z dziećmi, ktoś czyta książkę na ławce. Kilka metrów dalej golden retriever spokojnie idzie przed swoim właścicielem. Nie szczeka. Nie podbiega do ludzi. Co chwilę odwraca głowę, jakby sprawdzał, czy człowiek nadal za nim idzie. I wtedy pada:


– Proszę natychmiast wziąć tego psa na smycz! Pies nie może biegać luzem! To

nielegalne!


Kilka osób przytakuje. Ktoś wspomina o straży miejskiej. Ktoś inny dodaje, że "pies zawsze musi być na smyczy". Atmosfera robi się coraz bardziej napięta, choć sam czworonożny zainteresowany wydaje się jedyną istotą, która zachowuje pełen spokój. Problem polega na tym, że w takich sytuacjach niemal każdy jest przekonany, że zna przepisy. A przepisy... mają na ten temat własne zdanie.


Bo choć wiele osób żyje w przekonaniu, że polskie prawo nakazuje prowadzenie każdego psa na smyczy, ustawodawca sformułował obowiązki właścicieli w zupełnie inny sposób. I właśnie dlatego odpowiedź na pytanie postawione w tytule brzmi jak typowa odpowiedź prawnika: To zależy.


Mit powtarzany od lat


Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów, czy pies może poruszać się po parku bez smyczy, podejrzewam, że zdecydowana większość odpowiedziałaby bez chwili zastanowienia:


– Nie. Przepisy tego zabraniają.


To przekonanie jest tak powszechne, że wielu z nas nawet nie próbuje sprawdzić, czy rzeczywiście wynika z ustawy. Bo skoro powtarza je sąsiad, znajomi z osiedla, a czasem nawet funkcjonariusze podczas interwencji, to musi być prawdą, jako wiadomość powszechnie znana.


Tymczasem wystarczy sięgnąć do art. 10a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, aby zauważyć coś zaskakującego. Ustawodawca zakazał puszczania psów bez możliwości ich kontroli oraz bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna. W tym przepisie nie znajdziemy natomiast ani jednego słowa o obowiązku prowadzenia psa na smyczy.


To świadoma decyzja ustawodawcy. Gdyby chciał wprowadzić bezwzględny obowiązek używania smyczy, zapewne zrobiłby to wprost. Zamiast tego posłużył się znacznie szerszym pojęciem – „możliwości kontroli” nad zwierzęciem.


Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to jest to samo. W praktyce jednak właśnie od tych dwóch wyrazów zależy odpowiedź na pytanie, czy właściciel psa postępuje zgodnie z prawem.


Bo czym właściwie jest „kontrola nad psem”? Czy zawsze oznacza smycz? Czy dobrze wyszkolony pies może pozostawać pod kontrolą także bez niej? A może są sytuacje, w których sama smycz nie wystarczy i konieczny będzie również kaganiec?


Prawo nie nakazuje smyczy. Nakazuje panowanie nad psem.


Skoro ustawa nie wymaga wprost prowadzenia psa na smyczy, to pojawia się kolejne pytanie: co właściwie oznacza "możliwość kontroli" nad zwierzęciem? To pojęcie nie zostało zdefiniowane w ustawie. I być może właśnie dlatego od lat budzi tyle emocji. Najprostszą odpowiedzią byłoby stwierdzenie, że kontrola oznacza smycz. W wielu przypadkach rzeczywiście tak będzie. Ale gdyby ustawodawca chciał ograniczyć się wyłącznie do smyczy, napisałby po prostu, że pies ma być prowadzony na uwięzi. Tego jednak nie zrobił.


Nie oznacza to oczywiście, że właściciel może spuścić psa ze smyczy zawsze i wszędzie, tłumacząc, że "on nic nie zrobi". Takie argumenty zwykle kończą się źle, tak zarówno dla właściciela, jak i dla otoczenia.


Pojęcie kontroli jest bowiem znacznie szersze. Chodzi o rzeczywiste panowanie nad zachowaniem zwierzęcia. Takie, które pozwala przewidzieć jego reakcje i skutecznie im zapobiec, jeżeli mogłyby stanowić zagrożenie dla innych ludzi lub zwierząt. To oznacza, że środki zapewniające kontrolę mogą być różne. Wyobraźmy sobie trzy sytuacje.


Pierwsza.

Starszy labrador idzie kilka kroków przed właścicielem. Na każde przywołanie natychmiast wraca. Nie podbiega do przechodniów, nie reaguje na rowerzystów, nie interesują go inne psy. Właściciel przez cały spacer zachowuje nad nim pełną kontrolę.


Druga.

Młody husky dostrzega wiewiórkę. Jeszcze chwilę wcześniej wzorowo wykonywał wszystkie komendy. Teraz w ciągu dwóch sekund znika między drzewami. W takiej sytuacji trudno mówić o skutecznym panowaniu nad zwierzęciem. Tutaj smycz nie jest formalnością – jest jedynym realnym sposobem zapewnienia kontroli.


Jest wreszcie trzeci przypadek.

Silny pies wykazujący zachowania agresywne wobec innych zwierząt albo ludzi. W takim przypadku sama smycz może okazać się niewystarczająca. Dla zapewnienia bezpieczeństwa konieczne może być również zastosowanie kagańca.


Właśnie dlatego przepisy nie tworzą jednej uniwersalnej zasady dla wszystkich psów. Inaczej należy oceniać spokojnego, doskonale wyszkolonego psa rodzinnego, inaczej zwierzę młode i nieprzewidywalne, a jeszcze inaczej psa, który swoim zachowaniem może stwarzać zagrożenie.


Takie rozumienie przepisów od lat prezentują również sądy administracyjne. Podkreślają one, że zapewnienie kontroli nad psem nie zawsze wymaga prowadzenia go na smyczy, a wprowadzanie bezwzględnego obowiązku używania smyczy lub kagańca wobec każdego psa narusza zasadę proporcjonalności. Środki ostrożności powinny być dostosowane do konkretnego zwierzęcia i konkretnej sytuacji, a nie wynikać z automatycznego założenia, że każdy pies stanowi takie samo zagrożenie. Nie oznacza to jednak, że właściciel może kierować się wyłącznie własnym przekonaniem o doskonałym wychowaniu psa.


Samo panowanie nad psem nie wystarczy


Gdy rozmawia się o obowiązkach właścicieli psów, niemal cała dyskusja sprowadza się do smyczy. Tymczasem w tym samym przepisie ustawodawca zawarł jeszcze jeden obowiązek, który w praktyce bywa niemal całkowicie pomijany.


Pies powinien być oznakowany w sposób umożliwiający identyfikację właściciela lub opiekuna.


Ma to bardzo praktyczne uzasadnienie. Jeżeli zwierzę oddali się od właściciela albo zostanie znalezione przez osobę trzecią, możliwość szybkiego ustalenia opiekuna pozwala odróżnić sytuację przypadkowego zagubienia od porzucenia psa oraz znacznie ułatwia jego odnalezienie.


Co może stanowić takie oznakowanie?


Najczęściej będzie to adresówka lub zawieszka z numerem telefonu przymocowana do obroży. W praktyce funkcję identyfikacyjną może pełnić również mikroczip, o ile pozwala ustalić właściciela psa.


To ciekawy paradoks.


Wielu właścicieli bardzo skrupulatnie pilnuje, aby pies był przypięty do smyczy, bo obawia się mandatu. Jednocześnie ten sam pies często nie ma żadnego oznakowania pozwalającego ustalić, do kogo należy. Tymczasem to właśnie ten obowiązek został wprost zapisany w ustawie.


Oczywiście oznakowanie nie zwalnia z obowiązku panowania nad zwierzęciem. Adresówka nie zastąpi smyczy tam, gdzie jest ona konieczna. Tak samo mikroczip nie sprawi, że właściciel odzyska kontrolę nad psem, który właśnie postanowił rozpocząć pościg za sarną.


Dopiero połączenie rzeczywistego panowania nad zwierzęciem oraz jego właściwego oznakowania pozwala mówić o spełnieniu wymagań wynikających z ustawy o ochronie zwierząt. W kolejnej części warto jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego mimo takiego brzmienia przepisów wiele gmin przez lata próbowało wprowadzać obowiązek prowadzenia każdego psa na smyczy.


Dlaczego gminy przegrywają przed sądami?


Można zadać całkiem zasadne pytanie: skoro ustawa nie nakazuje prowadzenia każdego psa na smyczy, to skąd wzięły się regulaminy gmin, które przez lata właśnie taki obowiązek wprowadzały?


Odpowiedź jest dość prosta.


Samorządy chciały zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców. Cel był więc słuszny. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy próbowały osiągnąć go w sposób sprzeczny z ustawą. W wielu regulaminach utrzymania czystości i porządku pojawiały się zapisy, zgodnie z którymi każdy pies wyprowadzany w miejscu publicznym miał być prowadzony na smyczy, a niekiedy dodatkowo także w kagańcu.


Sądy administracyjne jednak wielokrotnie przypominały, że rada gminy nie może tworzyć przepisów, które zmieniają sens ustawy albo są z nią sprzeczne. A ustawa mówi o obowiązku zapewnienia kontroli nad psem, a nie o bezwzględnym obowiązku używania smyczy. To nie jest tylko gra słów, lecz zasadnicza różnica. Wyobraźmy sobie dwa psy: pierwszy to schorowany, piętnastoletni jamnik, który porusza się wolniej niż przeciętny spacerowicz. Drugi to młody owczarek belgijski o temperamencie zawodowego sprintera. Czy naprawdę wobec obu zwierząt należy stosować identyczne środki ostrożności?


Sądy odpowiadają: nie.


W wyroku z 2021 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi (sygn. akt II SA/Łd 737/20) wskazał, że wprowadzenie generalnego nakazu prowadzenia wszystkich psów na smyczy – niezależnie od ich wieku, stanu zdrowia czy indywidualnych cech – może prowadzić nawet do naruszenia zasad humanitarnego traktowania zwierząt. Jednocześnie podkreślił, że zapewnienie kontroli nad psem nie zawsze wymaga spacerowania z nim na smyczy.


Podobne stanowisko zajął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach (sygn. akt II SA/Ke 28/24). Zwrócił uwagę, że obowiązki właściciela powinny być oceniane z poszanowaniem zasady proporcjonalności. Innymi słowy, środki ostrożności powinny odpowiadać rzeczywistemu zagrożeniu, jakie może stwarzać konkretne zwierzę. Dlatego w przypadku jednego psa wystarczająca będzie odpowiednia tresura, w przypadku innego konieczna okaże się smycz, a jeszcze w innym również kaganiec.

To właśnie dlatego kolejne sądy eliminowały z obrotu prawnego przepisy gminne, które próbowały zastąpić ustawowe pojęcie "kontroli nad psem" prostym nakazem "pies zawsze na smyczy". Nie chodzi bowiem o to, jakiego środka używa właściciel. Chodzi o to, czy ten środek rzeczywiście zapewnia bezpieczeństwo.


Jest jednak miejsce, gdzie dyskusja się kończy


Po przeczytaniu poprzednich akapitów ktoś może pomyśleć:


"Skoro mój pies jest świetnie wyszkolony, reaguje na każdą komendę i cały czas pozostaje od moją kontrolą, to właściwie mogę spuścić go ze smyczy wszędzie."


Otóż nie. Jest miejsce, w którym ustawodawca nie pozostawił już żadnego pola do interpretacji. To las.


Wyobraźmy sobie kolejną scenkę.


Spacerujesz leśną ścieżką. Twój pies idzie kilka metrów przed Tobą. Co chwilę odwraca głowę, reaguje na każde przywołanie, nie interesują go inni ludzie ani zwierzęta. Ma adresówkę. Jest doskonale ułożony. W parku taka sytuacja mogłaby – w zależności od okoliczności – nie naruszać przepisów.


W lesie wygląda to zupełnie inaczej.


Tutaj obowiązuje przepis szczególny. Zgodnie z art. 166 Kodeksu wykroczeń, kto puszcza psa luzem w lesie, popełnia wykroczenie, chyba że zachodzi jedna z nielicznych ustawowych sytuacji wyjątkowych, dotyczących m.in. polowań czy działań ratowniczych.

Dlaczego ustawodawca zdecydował się na tak rygorystyczne rozwiązanie?


Nie chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo spacerowiczów. Celem tych przepisów jest ochrona zwierząt dziko żyjących oraz leśnego ekosystemu. Nawet spokojny i przyjazny pies pozostaje drapieżnikiem. Sam jego zapach, obecność czy instynkt pogoni mogą płoszyć zwierzynę, niszczyć lęgi ptaków lub zakłócać naturalne funkcjonowanie lasu. Właśnie dlatego zakaz ma charakter bezwzględny i nie jest uzależniony od tego, jak dobrze pies reaguje na komendy. Istnieje jednak kilka pytań, które warto zadać sobie przed odpięciem karabińczyka od obroży.


Po pierwsze – czy rzeczywiście panuję nad swoim psem?

Nie chodzi o to, czy "zazwyczaj słucha". Chodzi o to, czy w konkretnej sytuacji jestem w stanie skutecznie kontrolować jego zachowanie. Czy wróci na przywołanie? Czy nie pobiegnie za rowerzystą? Czy nie podbiegnie do obcego psa albo bawiącego się dziecka?


Po drugie – czy pies jest właściwie oznakowany?

Adresówka, zawieszka z numerem telefonu czy mikroczip nie są wyłącznie przejawem odpowiedzialności właściciela. Ustawa wprost wymaga oznakowania umożliwiającego identyfikację opiekuna.


Po trzecie – czy miejsce, w którym się znajduję, nie wprowadza dodatkowych

ograniczeń?

Jeżeli spacer odbywa się w lesie, odpowiedź jest prosta. Tam obowiązują odrębne przepisy i puszczenie psa luzem co do zasady stanowi wykroczenie.


Po czwarte – czy w tej konkretnej sytuacji sama tresura rzeczywiście wystarczy?

Prawo nie zakłada, że każdy pies powinien być traktowany identycznie. Ale też nie pozwala właścicielowi kierować się wyłącznie własnym przekonaniem, że "on jest łagodny". Czasem wystarczającym środkiem będzie odpowiednie wyszkolenie psa. Czasem konieczna będzie smycz. W innych przypadkach również kaganiec.


Podsumowanie


Wróćmy na chwilę do początku artykułu. Golden retriever nadal spokojnie spaceruje po parku. Przechodnie nadal dyskutują, czy właściciel łamie prawo. Czy rzeczywiście je naruszył?


Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie wyłącznie na podstawie informacji, że pies nie miał smyczy. Trzeba wiedzieć znacznie więcej. Czy właściciel rzeczywiście panował nad zwierzęciem? Czy pies był oznakowany? Czy swoim zachowaniem stwarzał zagrożenie? Czy spacer odbywał się w zwykłym parku, czy może jednak w lesie? Ustawodawca nie wprowadził obowiązku przebywania psa na smyczy. Zamiast tego nałożył na właścicieli znacznie trudniejszy obowiązek – obowiązek odpowiedzialnego panowania nad zwierzęciem oraz zapewnienia jego właściwego oznakowania. To rozwiązanie wymaga większego rozsądku niż prosty nakaz używania smyczy, ale jednocześnie pozwala uwzględnić ogromne różnice pomiędzy poszczególnymi psami i sytuacjami, w których się znajdują.


Prawo nie oczekuje więc, że każdy właściciel będzie robił dokładnie to samo. Oczekuje, że będzie potrafił zapewnić bezpieczeństwo – ludziom, innym zwierzętom i swojemu psu. Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy pies ma przypiętą smycz. Chodzi o to, czy właściciel rzeczywiście nad nim panuje.




 
 
 

Komentarze


bottom of page